Znowu się wszystko poplątało.
W ten weekend mieliśmy skorzystać z zaproszenia przyjaciół i pojechać nad morze. Zamiast tego znów jesteśmy w CZD.

Broviac.
Narzędzie utrzymujące Julka przy życiu jest równocześnie głównym źródłem śmiertelnego wręcz zagrożenia. 
Nie udało się nam w domu opanować bakterii, które w wysokich temperaturach mnożą się z prędkością światła. Ropa zagnieździła się w kanale cewnika.
Cewnik musi zostać usunięty (operacyjnie), infekcja wyleczona (antybiotykiem), a potem (operacyjnie) założony musi zostać nowy.

Procedura jest nam znana, bo w lutym Julek przechodził przez to samo, to samiuteńko. Tylko że wtedy mieszkał jeszcze na OIOM-ie, a my byliśmy pełni goryczy. Zrzucaliśmy winę za zakażenie Julka na personel.
Tak było prościej.
Wskazać winnego.
Zaadresować złość.
Teraz już wiemy niestety, że winnych nie ma.
A im bardziej dziecko chore… tym bardziej na choroby towarzyszące narażone.
A Ty rodzicu możesz na uszach stawać.

Bakterie i tak robią co chcą.