Lato nie jest ulubiona porą roku dzieci na żywieniu pozajelitowym.
Po pierwsze skończyło się przedszkole. A Julek przedszkole kocha i już pół godziny po odebraniu dyplomu chciał wracać do dzieci.
Po drugie wszyscy dookoła rozkładają baseniki, korzystają ze wszelkich dostępnych atrakcji wodnych, a dzieci z Broviakami nie mogą się za bardzo moczyć.
Po trzecie rodzeństwo i sąsiedztwo biega do nocy, a my wczesnym wieczorem podłączamy kroplówkę i jesteśmy uwiązani do pompy. Dosłownie.
No i po czwarte, najgorsze. Jest gorąco. Skóra się poci, swędzi, plastry się rozklejają, albo zostają rozdrapane. A to już tylko jeden krok od zakażenia.
Minął tydzień wakacji, zaliczyliśmy wyjazd do Poznania, poprzechadzaliśmy się starymi ścieżkami, nadrobiliśmy zaległości towarzyskie. Julek dał radę. Zachorowała za to Alinka.
Ale po powrocie do domu niestety znowu za gorąco. Julek tak drapał opatrunki, że zamiast na kolejną wycieczkę pojechaliśmy znowu do szpitala 🙁
Uwaga, dobro czyha
Panią Sylwię poznaliśmy minionego lata, choć tak naprawdę znamy się od dawna. Kiedy w 2021 TVN wyemitował materiał o Julku, odezwało się do nas sporo osób. Obcy ludzie przesyłali komentarze, słowa wsparcia albo zdziwienia i konsternacji. Onlinowo klepali po ramieniu,...



