Zabawa w szpital
Od niedawna dzieci bawią się razem. Najczęściej w szpital albo w chorego Julcika, albo budują z klocków (szpital oczywiście). Potrafią tak spędzić nawet godzinę! Julek nie ucieka, poddaje się wizji starszej siostry i zadowolony odgrywa doskonale znaną mu rolę pacjenta. Jest to dla mnie wyjątkowa sytuacja: przez ponad godzinę dziecko nie wymaga zaangażowania żadnego z rodziców lub terapeutów. Ponadto siostra wplata w zabawę elementy logopedyczne odpytując Julka z sylabek.
Wczoraj w trakcie takiej zabawy skoczyłam pod prysznic.
I przypomniała mi się sytuacja sprzed niespełna 5 lat: Julek był wtedy nieborakiem, po półrocznym pobycie w szpitalu. Był słabiutki, wymagał stałej uwagi, jedna para rąk nie wystarczała, by go odpowiednio zaopiekować. Tata chodził do pracy, Alinka do przedszkola, a my dzień za dniem oswajaliśmy sytuację domową. Pewnego dnia, gdy Julek miał drzemkę chciałam skoczyć pod prysznic. Kiedy tylko o tym pomyślałam, Juluś przekulał się na drugi boczek, rurka od respiratora się odłączyła i przyssała do poduszki, więc respirator nie zaalarmował odłączenia obwodu. Na szczęście nie włączyłam jeszcze wody. Inaczej mogłabym nie wychwycić subtelnej zmiany szelestu respiratora, który zamiast w płuca śpiącego dziecka wdmuchiwał powietrze w poduszkę. W gruncie rzeczy nic się nie stało, ale kąpiel przełożyłam na wieczór.
Jakie to szczęście, że wyjście pod prysznic już nie jest wyzwaniem.

Ostatnie artykuły

Skutki uboczne

Skutki uboczne

Uboczne skutki wakacyjnego chillowania...

Można?

Można?

Można? Można!

Potrójna

Potrójna

Lato w połowie, a Julek się rozkręca. Zahaczył o Kraków, pojeździł po Beskidzie Niskim, zwiedził Wiedeń, wiął udział w spotkaniu klasowym rocznika '86, a przede wszyatkim przebył pierwszą trasę górską na własnych nogach!!! No dobra, trasa była raczej trekingowa, ale...