Panią Sylwię poznaliśmy minionego lata, choć tak naprawdę znamy się od dawna.
Kiedy w 2021 TVN wyemitował materiał o Julku, odezwało się do nas sporo osób. Obcy ludzie przesyłali komentarze, słowa wsparcia albo zdziwienia i konsternacji. Onlinowo klepali po ramieniu, pisali, że jesteśmy dzielni i że mamy się trzymać. A pani Sylwia poprosiła o adres, bo chciała naszym dzieciom podarować coś fizycznego.
I tak się zaczęło.
W pierwszym roku dostaliśmy paczkę na święta.
W drugim też.
Pocztówki z wakacji.
I znowu prezent pod choinkę.
Przestałam protestować, choć nie płakać ze wzruszenia.
W tamto lato wybraliśmy się na weekend w jej rodzinne strony i wreszcie mogliśmy się uściskać, przejść na ty.
Sylwia i jej córki są więc z nami od pięciu lat, trzymają kciuki akurat za Julka.
Jakie to szczęście, że w nieszczęściu zmagania się z okrutnymi chorobami, dysfunkcjami ograniczającymi rozwój dziecka i drenującymi całą rodzinę spotykamy po drodze tyle serdeczności, troski i wzruszeń. Uwaga, dobro czyha!
Niech się Wam darzy
Troszeczkę byliśmy ostatnio zajęci i poza zasięgiem. Życzymy Wam więc po świętach wszystkiego przenajlepszego: zdrowia, miłości, nadziei. Z tą nadzieją to było tak: dwa lata temu Julek całe święta spędził w łóżku po potężnym ataku padaczki. Rok temu tuż przed Wigilią...



