Pusta sala

Nie ukrywam, rozwój prac nad ustawą o asystencji osobistej śledzę pilniej niż doniesienia z Watykanu czy Waszyngtonu. Dlatego zasmucił i zdegustował mnie widok pustej sali sejmowej w trakcie przemówienia Rzecznika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych dotyczącego tejże ustawy. Zasmucił też kilka tysięcy innych opiekunów OzN, które, podobnie jak ja, chętnie poddałyby się do dymisji z pełnionej przez siebie nienormowanej, nieodpłatnej i niekończącej się funkcji asystenta własnego dziecka.
Serio: marzy mi się bycie po prostu rodzicem. Marzy mi się własna praca zawodowa. Marzą mi się dopołudnia w przestrzeni innej niż przedszkolny korytarz. Marzy mi się wyjście z domu bez konieczności organizacji logistyki na wyższym poziomie, bez negocjowania godziny powrotu.
Podczas marcowego spotkania z innymi rodzicami dzieci z CCHS dowiedziałam się, że w Niemczech opiekę nad dzieckiem wymagającym całodobowego nadzoru sprawuje zespół 12 (!!!) pielęgniarek i asystentów, których praca finansowana i koordynowana jest przez jednostkę podlegającą kasie chorych. Czytaj: rodzice mogą spać jak ludzie, pracować jak ludzie i nie muszą za to płacić ani euraska. Podczas, gdy my sypiamy na zmianę, a możliwość pracy i zarobkowania ma tylko jedno z nas.
Na fali prac nad ww. ustawą zainteresowałam się możliwościami skorzystania z miejskiego programu asystencji. Niestety: nabór wniosków na ten rok został zamknięty 10 stycznia. Czy program ruszy w przyszłym roku, nie wiadomo. Po kilku rozmowach z urzędniczkami z Centrum Usług Społecznych czy Pomocy Rodzinie doszłam do wniosku, że ich praca nie polega na żadnym usługiwaniu czy pomaganiu; ich praca polega na wydaniu i rozliczeniu w możliwie najkrótszym czasie przeznaczonej w programie kwoty.
W tym wypadku chodzi wyjątkowo nie tylko o pieniądze, choć oczywiście kwestie finansowe mają znaczenie. Chodzi o przejęcie odpowiedzialności, uznanie kwestii za ważnej, przyznanie prawa do (godnego) życia nie tylko osobom niepełnosprawnym, ale też i ich opiekunom, stworzenie warunków do pracy i odpocznku dla tych ostatnich.
Niestety spędzając znaczną część ostatnich siedmiu lat w szpitalach i instytucjach związanych z edukacją i terapią dzieci niepełnosprawnych dostrzegam ogromną potrzebę wspieranie nie tyle chorych dzieci, co ich rodziców. Potrzebę tę dostrzegają i, owszem, realizują fundacje i stowarzyszenia, napędzane przede wszystkim indywidualnym doświadczeniem. Ogromna praca zaangażowanych w nie osób jest jednak finansowana w sposób nieregularny, środki pozyskiwane są na bieżąco na konkretne projekty, nie ma płynności umożliwiającej długotrwałe planowanie.
Fantazjujemy sobie czasem z koleżanką, że gdyby Ondyna rzuciła klątwę ważnemu politykowi, bogatemu przedsiębiorcy, skutecznemu lobbyście czy popularnemu celebrycie, środki na badania nad lekiem, skuteczna i celowana opieka, legislacje umożliwiające systemowe wsparcie stałyby się faktem, nie tylko marzeniem nielicznej grupy rodziców.
Sytuacja jest jednak beznadziejna. W ławach sejmowych opiekunowie OzN i rodzice chorych dzieci nie zasiadają. Nie zasiadają jak widać również wybrani przez nich przedstawiciele.

Ostatnie artykuły

Uwaga, dobro czyha

Uwaga, dobro czyha

Panią Sylwię poznaliśmy minionego lata, choć tak naprawdę znamy się od dawna. Kiedy w 2021 TVN wyemitował materiał o Julku, odezwało się do nas sporo osób. Obcy ludzie przesyłali komentarze, słowa wsparcia albo zdziwienia i konsternacji. Onlinowo klepali po ramieniu,...

Niech się Wam darzy

Niech się Wam darzy

Troszeczkę byliśmy ostatnio zajęci i poza zasięgiem. Życzymy Wam więc po świętach wszystkiego przenajlepszego: zdrowia, miłości, nadziei. Z tą nadzieją to było tak: dwa lata temu Julek całe święta spędził w łóżku po potężnym ataku padaczki. Rok temu tuż przed Wigilią...

Przeczytajcie

Przeczytajcie

Goście wyjechali, sukienka wróciła do butiku, kwiaty zwiędły, emocje opadły. A do mnie po tygodniu nadal wracają słowa osób bliskich, nowo poznanych i anonimowych internautów. Osób, które pochyliły się nad tekstami opublikowanymi przez Zachęta Narodowa Galeria Sztuki...